Start Piece na pellet Pellet PLus 24KW - raport z użytkowania
Pellet Plus 24 KW firmy Kostrzewa - raport z użytkowania
There are no translations available.

Pellet Plus 24 KW firmy Kostrzewa - raport z użytkowania


Pellet plus 24 KW jest już chyba nieprodukowanym modelem pieca na pellet firmy Kostrzewa. Była to bodajże pierwsza, moim zdaniem średnio udana konstrukcja pieca na pellet, która wkrótce została zastąpiona nowocześniejszymi rozwiązaniami. Jego następcą jest piec "Pellet Fuzzy Logic"

Piec Pellet Plus 24 KW był rozwinięciem standardowego wielofunkcyjnego pieca, umożliwiającego spalanie róznych paliw:

  • z podajnika: węgiel ekogroszek, pellet
  • na rusztach w komorze zasypowej: drewno, węgiel
W piecu zastosowano rozwiązanie typowe dla ekogroszku, tj. dolne podawanie pelletu poprzez poziomy podajnik ślimakowy, kolano 90 stopni w górę do retorty. Nad retortą znajdowały się uchwyty na ruszt, który można było używać zamiennie z retortą.
Do rozpalania pelletu (i tylko pelletu) służyła zapalarka 400W, moim zdaniem nieco zbyt słaba na szybkie i bezproblemowe rozpalanie. W okolicach roku 2005, gdy piec był instalowany, kupno pelletu w kraju graniczyło z cudem a o jakościowym pellecie można było tylko pomarzyć. Kupowało się co było. W związku z tym zapalarka nie zawsze dawała radę rozpalić pellet za pierwszym razem, co powodowało wywalanie sporej ilości pelletu z retorty do popielnika. Piec ten nie miał czujnika płomienia, a o tym czy pellet się rozpalił, dowiadywał się na podstawie wskazań temperatury spalin. Przy zimnym kotle piec potrafił wyrzucić parę ładnych garści pelletu zanim w końcu się rozpalił (o ile się rozpalił)

Oczywiście jak chyba w każdym przypadku, ustawienie czasu działania rozpalarki dostępne jest z poziomu sterownika, ale tylko po wpisaniu hasła serwisowego (oczywiście nieznanego użytkownikowi, ale algorytm generowania takiego hasła dla sterownika Estyma można znaleźć w Internecie). Swoją drogą, ciekawe dlaczego żaden producent nie pomyślał np. o rozpalarce gazowej - myśle że nawet taka zasilana małym zbiorniczkiem turystycznym 0.5kg, spokojnie wystarczyłaby na kilkaset rozpaleń, a czas rozpalania "z gazu" wynosi kilkanaście sekund (sprawdzone!)

Zastosowany system podawania paliwa był niezbyt udany - ślimak podajnika, wykonany ze stali słabej jakości, zużył się po jednym sezonie (koszt nowego w serwisie to ponad 250 PLN, w sieci od 150, tylko trzeba trafić na odpowiedni). Podajnik okazał się być bardzo wrażliwy na jakość pelletu - wystarczyła tylko większa ilość trociny i następowało zaczopowanie kolana podajnika i zerwanie zawleczki (śruba 6mm). Po przetransportowaniu ok. 6 ton pelletu (1.5 sezonu) ślimak "wyrobił się" na tyle, że pomiędzy ślimakiem a rurą podajnika było 5mm luzu z każdej strony, a przy końcu podajnika (w kolanie retorty) gwint podajnika został wyszlifowany do grubości żyletki (a był nawinięty z płaskownika 5mm). W praktyce oznaczało to że pellet był mielony po drodze (dostawał się w luz między slimakiem a obudową) a jak już cokolwiek dochodziło do kolana, to w ruch wchodziła "żyletka" i mieliła pozostałości... Efekt - piękna trocina i zaczopowane kolano, zerwana zawleczka...

Zrywająca się zawleczka to dodatkowy problem - teoretycznie firma podaje że zawleczka powinna mieć odpowiednią klasę twardości (ale wygląda toto jak zwykła śruba M6). Po pierwszym zerwaniu oczywiście wizyta w warsztacie czy sklepie żelaznym i zakup pudełka śrubek-zawleczek, tak na przyszłość. W miarę wyrabiania się podajnika (któżby przypuszczał że już po roku), pudełko śrubek było coraz lżejsze, a właściciel coraz bardziej zirytowany. W końcu stało się, któreś kolejne zerwanie zawleczki i.... zawleczka utkwiła pomiędzy tuleją napędu a wałkiem ślimaka. Efekt taki, że silnik jest na stałe sprzęglony ze ślimakiem -  próbuje kręcić ślimakiem, nie daje rady bo w kolanie czop trocinowy i .... na szcżeście ma wbudowane zabezpieczenie termiczne i się po prostu wyłącza aż nie ostygnie. 

Skończyło się na wizycie w zaprzyjaźnionym warsztacie samochodowym i próbie wybicia ślimaka z tulei reduktora. Ale za nim do tego doszło - należało wymontować ślimak.

Piec nie wygląda na duży, można go sobie obejrzeć na stronie kostrzewy - ot prosty piec, obok zasobnik. Ale żeby wyjąć ślimak podajnika, należy odkręcić cały reduktor z silnikiem (waga kilka ładnych kilogramów) - odkręcając 4 śruby M8, i wyjąć ślimak (około 1m długości). Oznacza to mniej wiecej, że w kotłowni musimy mieć około 2.5 metra miejsca - 1.5 metra zajmuje piec, a metr jest potrzebny na to, żeby z pieca wyjąć ślimak. Przy zablokowanym ślimaku, trzeba wyjąć go razem z reduktorem - a to już kilkanaście kilogramów i trzeba odłączyć całą elektrykę silnika... parę minut i z głowy. Wracamy do warsztatu, gdzie zaprzyjaźniony mechanik już czeka z 3-kilogramowym młotem. 3 chłopa, 5 minut stukania i w końcu ślimak wyskoczył. Zerwana zawleczka wyszlifowała ładny rant w tulei reduktora i w ślimaku...

Po oczyszczeniu, nasmarowaniu, i zainstalowaniu kolejnych parę dni bez problemu, aż tu nagle.... to samo, zerwana zawleczka zablokowana....Tym razem mechanicy nie dali rady - skończyło się na obcięciu ślimaka i wyciśnięciu zablokowanego wału slimaka u zaprzyjaźnionego ślusarza - za pomocą prasy hudraulicznej o nacisku kilku ton... W końcu wymiana ślimaka na nowy. Jak się okazało później, firma stosowała początkowo ślimaki ze czarnej stali, która nie zdawała egzaminu. W kolejnych edycjach kotłów śłimaki były już robione ze stali kwasoodpornej. Podobno działają dłużej.

Czyszczenie:
Producent w prosty i przyjazny sposób wskazuje, że należy czyścić piec. Z pelletu nie ma zbyt dużo popiołów i nie jest to problemem. Ale należy też czyścić kolano podajnika. Ponieważ spalanie odbywa się na retorcie, pod którą bezpośrednio jest kolano podajnika, osadzają się na tym kolanie rozmaite nagary, które trzeba mozolnie wydłubywać śrubokrętem. Instrukcja obsługi mówi o tym że trzeba to robić, ale nie mówi jak. Trzeba przyznać, że Pellet Plus jest kotłem posiadającym chyba największe znane mi drzwiczki z przodu kotła - po ich otwarciu (okolo 20cm x 20cm) gdzieś 30 cm od frontu znajduje się retorta. Kolano retorty jest jakieś 15 cm poniżej, chronione przez podstawę retorty. Teraz prosze sobie wyobrazić, że nalezy wsadzić rękę do pieca, przez wąskie drzwiczki, zdjąć ciężką retortę, i gdzieś poniżej, po omacku, wyczyścić kolano podajnika szurając długim śrubokrętem po kolanie w nadziei że się nagar oderwie, ew. że pokruszy się czop blokujący kolano. Któregoś dnia wpadłem na pomysł aby kupić metrowej długości pręt gwintowany i przyczepić do niego szczotkę drucianą - wreszcie udało się - po otwarciu klapy komory zasypowej i wpięciu "wyciora" w wiertarkę byłem w stanie czyścić kolano podajnika.... <cdn>










 

Gościmy

We have 10 guests online